Lifestyle

Dokąd prowadzą Twoje tory?

By on Wrzesień 18th, 2016

W Ekwadorze istnieje linia kolejowa, która została wykuta w skałach. Miejscowi nazywają ją El Nariz del Diablo (nos diabła).

Tory prowadzą przez liczne przepaście i wąskie przełęcze. Pociąg – niczym pikujący samolot – wciąż zmienia wysokość na ekstremalnie krótkich odcinkach. Jednocześnie, z okien wagonu podziwiamy malownicze, górskie krajobrazy poprzecinane rzekami.

W Andach śmierć łączy się ze zjawiskowym pięknem. Ryzyko, ból i strach mieszają się z wybuchami euforii i okrzykami zachwytów. El Nariz del Diablo to dobra metafora określonego sposobu życia. Na tej trasie odnajdziemy wyjątkowe stacje, do których docierają specyficzne pociągi, wypełnione równie wyjątkowymi pasażerami.

 

Dworzec

Małgorzata Marczewska napisała, że „Każdy człowiek jest kolekcjonerem przeżyć. I to wyłącznie od nas zależy, czy staniemy się kolekcjonerami mikrokatastrof czy może mikroelementów szczęścia.”

Każdy z nas, co pewien czas zatrzymuje się na metaforycznym dworcu. To taki moment, gdy zaczynasz zastanawiać się nad swoimi pryiorytetami i miejscem, w którym aktualnie się znajdujesz. Rozmyślasz o relacjach, karierze, rodzinie lub pasji. Na tablicy odjazdów dostrzegasz określone destynacje – zdajesz sobie sprawę, że jeśli wybierzesz Gdynię, to trudno będzie ci dotrzeć do Krakowa. Nawet jeżeli do obu tych miast dociera ten sam typ pociągu, a w przedziałach znajdują się podobni ludzie, wyjazd do Gdyni praktycznie wyklucza możliwość podróży do Krakowa. W tym konkretnym momencie, to dwa odległe od siebie miasta.

 

Gdynia nie jest lepsza od Krakowa

To nie oznacza, że jedno miasto, jest lepsze od drugiego. Być może ja preferuję nadmorską plażę… ale ty uwielbiasz wyjątkowy klimat Nowej Huty. Nawet jeśli zacznę cię przekonywać, że piasek w Sopocie da ci szczęście (na siłę wpychając cię do przedziału mojego pociągu), to ostatecznie i tak dojedziesz tam nieszczęśliwy. Stanę się więc współautorem kolekcji twoich mikrokatastrof, a nie mikroelementów szczęścia. Tak samo będzie gdy ty, zaczniesz naciskać bym spakował walizkę i ruszył ku krakowskim Błoniom. Być może nawet zdążymy wspólnie nakarmić gołębie pod kościołem Mariackim. Chwilę później, zdamy sobie jednak sprawę, że kilka najedzonych ptaków nie uczyni nas szczęśliwymi – jeśli ja wciąż w swoich nozdrzach wyczuwam delikatny, morski zapach bałtyckich plaż. Co z tego, że w Sopocie jest piękne molo i ciekawa restauracja na plaży, którą uwielbiam… jeśli ty w głowie masz kręte, krakowskie uliczki z klimatycznymi kawiarniami. Taki układ to klasyczny przykład modelu win-loose, a nie win-win. W przypadku wyboru życiowych priorytetów jest tak samo – trudno będzie ci w jednym momencie zarabiać kasę na etacie, skutecznie rozwijać własny biznes i jednocześnie każdego wieczoru królować w nocnych enklawach na ulicy Mazowieckiej w Warszawie.

 

Wygoda kontra łuki

Centralna Magistrala Kolejowa prowadząca do Krakowa jest zaprojektowana nieco inaczej, niż trasa E-65 którą dotrzemy wprost nad morze. Jeszcze inny kształt i formę ma słynna El Nariz del Diablo. Kraków, Trójmiasto i ekwadorskie miasta również mają ze sobą stosunkowo niewiele wspólnego. Jeśli twoim celem jest podróż prostą, szybką i wygodną magistralą, która zaprowadzi cię do historycznego miasta z przemysłowym pierwiastkiem – wsiadasz w Pendolino do Krakowa. Tak samo ja – w momencie zakupu biletu do Sopotu, zdaję sobie sprawę z ogólnego ukształtowania trasy prowadzącej nad morze. I choć wiem, że co prawda na peronie czeka na mnie to samo Pendolino, które jeździ do Krakowa, to wybieram inną trasę i destynację. Napotkam bowiem na niej na łuki, piękne krajobrazy i małe, pomorskie stacyjki. Domyślam się także, że ostatecznie dojadę do bałtyckiego, malowniczego kurortu z bliskim sąsiedztwem handlowych portów. Zarówno ja, jak i ty zdajemy sobie sprawę z tego, dokąd podążamy. Znamy ogólną charakterystykę swojej trasy. Ja wybieram Sopot, bo lubię morze i ładne krajobrazy. Ty stawiasz na zabytkowy Kraków i wygodną trasę. I choć trafiamy w dwa, zupełnie różne miejsca, to gdy docieramy do swoich wymarzonych destynacji, jesteśmy szczęśliwi. Taki układ to klasyczny przykład modelu win-win. Jeśli chcesz rozwijać muskulaturę i skupiasz się na zredukowaniu poziomu tłuszczu do 8-9%, to odpuszczasz regularne wypady na pizzę i ostatecznie wygrywasz mikrolementy szczęścia – w lustrze i na wadze. To oczywiście nie oznacza, że twój studwudziestokilogramowy kumpel (który każdego dnia zajada się włoskim plackiem) stałby się szczęśliwy, gdybyś zaciągnął go na siłownie. Być może jego stacją końcową jest coś innego, niż poświęcone wieczory i przebudowanie pleców w istne, muskularne „lotnisko”.

Jak znaleźć swoją destynację?

Przede wszystkim warto odpowiedzieć sobie na 3 kluczowe pytania:

1. Czym jadę?

Do jakiej trasy najlepiej pasuje mój pociąg? Jestem jak pasażerskie Pendolino? A może jak towarowy skład Dragon? Jakie mam umiejętności i cechy charakteru? Co mogę zmienić po drodze? Gdy oceniasz siebie, bądź realistycznym optymistą. Bardzo możliwe, że nawet się nie spostrzeżesz, jak (na przestrzeni trasy) ze zdezelowanego osobowego, zamienisz się w mknące Pendolino. Wtedy zamiast tłuc się po podrzędnej, zaniedbanej linii, pomkniesz główną magistralą.

2. Dokąd jadę?

Jaki jest kierunek mojej podróży? Gdzie chciałbym być za 10-20 lat? Nawet jeśli teraz tego nie wiesz, sprobuj uświadomić sobie ogólny azymut – po prostu rozważ wszystkie możliwości rozwoju i zdecyduj się na 1 literę z życiowej róży wiatrów: NEWS. Zrelaksuj się i wyobraź sobie swój własny, wymarzony dzień. Załóż, że nagle przenosisz się do wymarzonej przez ciebie „stacji docelowej”. Nie ma na niej szefa, a tym bardziej dyktatu pieniądza czy siły.  Co widzisz, gdy otwierasz oczy? Z kim witasz ten dzień? Co jesz na śniadanie? O której i gdzie stawiasz swoje pierwsze kroki? Jak spędzasz popołudnie, co robisz wieczorem? Stwórz w swojej głowie tę wizje.

3. Z kim jadę?

Z kim chcesz wyruszyć w podróż? Chcesz zabrać kogoś do swojego przedziału? Jesteś pewny, że oboje chcecie dotrzeć do tej samej (lub podobnej) stacji końcowej? Na ile jesteś w stanie zmodyfikować położenie swojej stacji końcowej dla swojego współpasażera? Na ile on/ona zrobi to samo dla ciebie? A może chcesz wyruszyć sam i po drodze poznać swoją drugą połówkę lub towarzysza? Bez względu na to jaki model wybierzesz, pamiętaj że wieczorne dysputy o „silnych niezależnych” to bardzo często fantasmagorie, kamuflujące wewnętrzny brak i skrywaną przed otoczeniem tęsknotę. A nawet jeżeli twoja stacja końcowa jest swego rodzaju bankiem (celujesz w życiu w wartości czysto materialne), pamiętaj że większość milionerów osiągała swoje fortuny w trwałych związkach.

 

W drogę!

Jeśli naprawdę szczerze odpowiesz sobie na powyższe pytania, zaczniesz odkrywać swoją prawdziwą, życiową trasę i potencjalną stację końcową. W tym momencie, część osób postawi na krętą trasę prowadzącą nad morze. Inni wybiorą prostą magistralę, która zaprowadzi ich na południe. Jeszcze inni zaryzykują i popędzą stromą trasą El Nariz del Diablo.

Zanim jednak wyruszysz, powinieneś być w stanie scharakteryzować pociąg jakim przyjdzie ci pojechać (jeśli uważasz się za podmiejską kolejkę, a chcesz być szybkim składem – już teraz zacznij sumienną modernizację, która jest spójna z Twoją początkową konstrukcją). Gdy już choć trochę poznasz swój pojazd, ustal cel podróży. Wykreuj w głowie własną wizję, na podstawie pytań zawartych w 2 kluczowym pytaniu – „dokąd jadę?”. Nie zapomnij także o punkcie nr 3 – współpasażerach (co z tego, że dotrzesz do swojej wymarzonej stacji końcowej, jeśli na miejscu nie zastaniesz osób, z którymi chciałbyś świętować finisz twojej wyprawy?).

 

Wybierz, zanim trafisz do Pcimia Dolnego

Bez względu na to czy wybierzesz Kraków, Gdynię czy Sibambe, nie stój za długo na „życiowym dworcu”. Jeśli godzinami będziesz się wpatrywał tępym wzrokiem w tablicę odjazdów, w końcu nadejdzie czas, w którym wszystkie ciekawe destynacje zwyczajnie ci uciekną. Iluzja zgubnego perfekcjonizmu odbierze ci interesujące ścieżki rozwoju. Jeśli wciąż będziesz zwlekał i nie odpowiesz sobie na kilka ważnych pytań, może się zdarzyć tak, że na dworcowym wyświetlaczu ostanie ci się tylko przysłowiowy Pcim Dolny – do którego koniec końców zostaniesz zmuszony pojechać. Zostaniesz skazany na wybór którego nie chciałeś, a który wcisnęli ci znajomi, rodzina czy szef.

Każdy dworzec o pewnej godzinie pustoszeje… Dlatego odważ się i bez względu na to, jaka by ona nie była –  podejmij decyzję. Kasjerka, maszynista, konduktor, a nawet Minister Transportu nie wybiorą za ciebie ani typu pociągu, ani twojej trasy, ani stacji końcowej. Nie dobiorą ci także współpasażerów. Mogą dać sugestię, użyczyć rady. Nie podejmą jednak za ciebie decyzji. Musisz to zrobić sam. Teraz!

Komentarze

Komentarze

TAG
RELATED POSTS